O NAS

START
Strona główna
Co nowego
Ważne daty
Komunikaty >> renumeracja listy
Statut Klubu
Rada Nadzorcza

KONTAKT

Napisz do nas
Księga gosci

LISTA KLUBOWICZÓW

Zapisz się
Lista Klubowiczów
Zgłoszenia odrzucone-01.2018
Zgłoszenia odrzucone-02.2018
Zgłoszenia odrzucone-03.2018
Zgłoszenia odrzucone-04.2018
Zgłoszenia odrzucone-05.2018
Zgłoszenia odrzucone-06.2018
Zgłoszenia odrzucone-07.2018
Zgłoszenia odrzucone-08.2018
Zgłoszenia odrzucone-09.2018
Zgłoszenia odrzucone-10.2018
Zgłoszenia odrzucone-11.2018
Zgłoszenia odrzucone-12.2018

PIOSENKI REZERWY

Piosenki rezerwy

O WOJSKU

Polecamy serial
Sondaż
Z czym do NATO
O Kawalerii raz jeszcze
Misje wojskowe
Na papierze
Kryptonim JW
Historia SPR-ów
Linki wojskowe
Jak przeżyć armię

Skąd się biorą trepy?

Wstęp

Materiały Rezerwistów

Wstęp
- Janusz Kłosowski
- Robert Hes
- Tadeusz Pochopień
- Mirosław Rus
- Andrzej Iwankiewicz
- Ireneusz Mitko
- Dariusz Kiełbowicz
- Filip Tyszka
- Marek Kamiński
- Krzysztof Chmielewski
- Piotr Wentlandt
- Adam Trębacz
- Wojciech Wnęk
- Karol Daniec
- Ryszard Jastrzębski
- Andrzej Czeczot
- Ryszard Jastrzębski
- Piotr Grześkowiak

i nie tylko Rezerwistów

Mieczysław
Stanisław Kaczmarczyk
DOCENT
Vladislav Lojek

Fotogalerie

WSO Wrocław
więcej >>>

Napisali o nas

My koledzy z wojska

Ze strony MON-u

-

Statystyka

 

 

 

Copyright 1999-2018 by
Rezerwa
Wszelkie prawa zastrzeżone
ISO 8859-2
Aktualizowane: 30.12.2017 r.

Piotr Grześkowiak


Piotr Grześkowiak - Przycinka

Dzień przysięgi pozostał daleko za nami. Na wszystkich kompaniach szkolnych nastąpiła reorganizacja. Na wiosnę 1989 roku wielu dowódców drużyn z naszego pułku a szczególnie ze szkółek kierowców i mechaników transportera opancerzonego SKOT, odejść miało do cywila. Od samego początku kiedy usłyszałem tę wiadomość postanowiłem zgłosić się na ochotnika. Chciałem zostać dowódcą drużyny i co może dziwne chciałem pozostać w Ostródzie. Atutem w rękawie był fakt, że miałem średnie wykształcenie. Sam dzień stworzenia plutonu przyszłych kaprali był typowy dla ówczesnego wojska. Na początku jeden z kaprali po zbiórce całej kompani zapytał: -" Kto z obecnych obywateli szeregowych chciałby zostać w przyszłości dowódcą drużyny i ma wykształcenie średnie?" Wśród kilku zgłosiłem się i ja. Wynik nie był zadowalający, więc ten sam kapral zadał pytanie: -"Kto z obecnych obywateli szeregowych chciałby zostać w przyszłości dowódcą drużyny i ma wykształcenie zawodowe?" Ponownie zgłosiło się kilka osób, ale wciąż kilku brakowało do kompletu. Wkurzony kapral rozwiązał problem bardzo szybko. -"Ty, ty i jeszcze ty, i ty…" - bardzo szybko rozwiązał problem ilościowy. Wkrótce potem pluton związany z mundurami brązowymi i "czarnymi stopami" był kompletny. Muszę tutaj wspomnieć, że szkółka składała się jak wcześniej wspominałem z brązowych mundurów, których żołnierze nosili naszywkę tzw. "Francuza w okopie" lub jako kto woli "Uśmiech teściowej", a "czarne stopy" naszywki lotnictwa. Czarne stopy dlatego, że w przeciwieństwie do nas mieli czarne buty. Dowódcą naszego plutonu został ppor. Ługiewicz. Był to oficer i facet z którym można było się dogadać. Funkcję swoją traktował bardzo poważnie, ale też traktowani byliśmy nieco inaczej jak reszta młodego wojska. Potrafiliśmy mu to jakoś wynagrodzić. Np. w przemarszu defiladowym podczas poniedziałkowych apeli pułkowych nie mieliśmy sobie równych. Podczas jednego z takich dowódca jednostki przez mikrofon pochwalił naszego dowódcę za wzorowy przemarsz, a ten odwrócił się do nas twarzą pełną wypieków i wykrzyknął: - Żołnierze DZIĘKUJĘ!" Zasłużył na to! 

Szkółka nasza trwać miała jakieś trzy miesiące po czym przystąpić mieliśmy do egzaminów aby dostąpić zaszczytu otrzymania stopnia kaprala (nikt z nas nie nosił jednej belki - starszego szeregowego). Dzień egzaminów niemal pokrył się z naszą przycinką tj. przycięcia kociego ogona. Cały mój pluton bez wyjątku wykazał chęć przystąpienia do przycinki. No i nadszedł ten dzień. Właściwie wieczór, bo późną jego porą zebraliśmy się wszyscy ubrani w piżamy w podziemiach naszego bloku mieszkalnego. W podziemiach tych mieściła się kawiarenka, WC dla gości i kilka różnych pomieszczeń. W jednym z nich odbyć się miała nasza "przycinka". Na początek jeden z "dziadków" zapytał, czy jest ochotnik ? Oczywiście był i zgłosił się nasz kolega z Torunia K.B. Wszedł do pomieszczenia, trochę go nie było, po czym wyszedł szczerząc w uśmiechu zęby. Następnie zdjął portki od piżamy i oczom naszym ukazał się fioletowy tyłek, który zaraz potem przystawił do zimnej ściany. Ciarki przeszły nam po plecach. Kolejno wchodzili wywoływani żołnierze. W końcu przyszła kolej na mnie. Przycinających było czterech a więc dostanę osiem pasów na przycinkę. Dwa pierwsze bolały i te pamiętam. Pozostałe były mi obojętne - wiedziałem, że tyłek będzie fioletowy. Podobnie jak pozostali po formułce "ku chwale ojczyzny" wybiegłem i natychmiast przystawiłem tyłek do zimnej na szczęście ściany. Byłem dumny, że ogon został pomyślnie przycięty. Następnego dnia odbyły się egzaminy na dowódcę drużyny. Nasz porucznik widział, że noc nie należała do łatwych, być może domyślał się prawdy. Faktem jest, że wszyscy zaliczyliśmy egzaminy pozytywnie i wkrótce na naszych pagonach pojawiły się dwie belki. Uważam, że była to jedna z najbardziej słusznych decyzji podczas mojego pobytu w wojsku - w Ostródzie. A tyłek? No cóż za pól roku czekało go całkowite obcięcie kociej kity, ale to już zupełnie inna historia ...

Przylot generała

Był rok 1989 i byłem młodym żołnierzem. Służbę w Ostródzie rozpocząłem 29.10.1988 roku i w przeciwieństwie do innych jednostek nie nazywano nas tutaj "kotami" lecz "Bolkami". Do momentu przysięgi byliśmy "wściekłymi Bolkami", już po tylko "Bolkami". Życie w jednostce toczyło się swoim rytmem, aż wstrząsnęła wszystkimi "wspaniała" wiadomość. Jednostkę naszą nawiedzić miał sam obywatel generał. Cóż za radość, cóż za szczęście - nie mogliśmy wprost doczekać się przyjazdu, przepraszam, przylotu obywatela generała. Zupełnie inną reakcję zaobserwowaliśmy u naszej kadry zawodowej. W nich dosłownie coś wstąpiło, nie wiedzieliśmy tylko czy to strach czy też przepełniona szczęściem radość. Wkrótce jednak przekonaliśmy się, że to strach gdyż zapanowała w całej jednostce TOTALNA PANIKA. Porządkom, porządkom i porządkom nie było końca. Na kompani malowanie sprzętu sportowego, mycie okien, pastowanie podłogi, na dworze malowanie krawężników, sadzenie kwiatów i chyba tylko brakowało malowania trawy na zielono. Podkreślam na mojej kompani, bo jeśli na innych trawę malowano to nie byłbym zdziwiony. Wciąż poprawki, wciąż coś nowego. Przylot dostojnego gościa mieliśmy dosłownie gdzieś, nasza kadra niestety nie. Przyszedł w końcu dzień przylotu dostojnego gościa. Byłem tak przejęty, że dzisiaj nie pamiętam imienia i nazwiska obywatela generała. Specjalnie przygotowany plac apelowy do przyjęcia śmigłowca błyszczał zapewne już z oddali. Wylądował w końcu i zobaczyliśmy postać generała. Z tej okazji ogłoszono w całej jednostce tzw. przegląd musztry któremu przewodniczyć miał właśnie obywatel generał. Na rozkaz naszych przełożonych rozłożyliśmy zawartość naszych plecaków i oczekiwaliśmy przejścia i generalskiego spojrzenia. Po wylewnych przemówieniach i meldunkach rozpoczął się przegląd musztry. Wielkie miałem szczęście, gdyż nie stałem się obiektem zainteresowania generała. Mniej szczęścia miał jeden z naszych kolegów. Obywatel generał zatrzymał się przed nim i zapytał: - "Jak się Wam żołnierzu podoba w wojsku?" - "Bardzo mi się podoba obywatelu generale" - odpowiedział chyba niezbyt szczerze. - "To bardzo dobrze" - mruknął i poszedł dalej. Prawdziwy szczęściarz, pomyśleliśmy i w dodatku pogadał sobie z generałem. Ale wkrótce okazało się, że byliśmy w wielkim błędzie. Po zakończonym przeglądzie musztry generał ze swoją świtą udał się do kasyna. Co tam się działo mogłyby ściany opowiedzieć. Ale my byliśmy szczęśliwi, gdyż w końcu szczęśliwie odleciał. Nadszedł czas na analizę odwiedzin generała i wyciągnięcie wniosków. I wtedy wszyscy zostaliśmy zaskoczeni, że nasz szczęśliwy kolega, niemal już znajomy generała postawiony został do raportu. Za co? Ano za to, że nie przedstawił się obywatelowi generałowi zanim raczył odpowiedzieć na jego pytanie. Zgodnie z regulaminem dostał odpowiednią "działę" i z pewnością zapamięta do końca życia swoją krótką przygodę z generałem. Jak wspomniałem bardzo cieszyliśmy się, że generał cało i szczęśliwie odleciał. A najbardziej z tego, że do końca służby wojskowej w Ostródzie już więcej nas nie nawiedził.

Tekst został zamieszczony za zgodą autora, za co serdecznie dziękujemy.
Aktualizowane: 23 września 2017 r.

Kopiowanie tekstów i zdjęć zamieszczonych na stronach Klubu Rezerwistów Wojska Polskiego w celach komercyjnych, 
w celu publikacji w innych serwisach bądź na innych stronach internetowych 
bez zgody autorów lub władz Klubu jest ZABRONIONE.