O NAS

START
Strona główna
Co nowego
Ważne daty
Komunikaty
Statut Klubu
Rada Nadzorcza

KONTAKT

Napisz do nas
Księga gosci

LISTA KLUBOWICZÓW

Zapisz się
Lista Klubowiczów
Zgłoszenia odrzucone-01.2017
Zgłoszenia odrzucone-02.2017
Zgłoszenia odrzucone-03.2017
Zgłoszenia odrzucone-04.2017
Zgłoszenia odrzucone-05.2017
Zgłoszenia odrzucone-06.2017
Zgłoszenia odrzucone-07.2017
Zgłoszenia odrzucone-08.2017
Zgłoszenia odrzucone-09.2017
Zgłoszenia odrzucone-10.2017
Zgłoszenia odrzucone-11.2017
Zgłoszenia odrzucone-12.2017

PIOSENKI REZERWY

Piosenki rezerwy

O WOJSKU

Polecamy serial
Sondaż
Z czym do NATO
O Kawalerii raz jeszcze
Misje wojskowe
Na papierze
Kryptonim JW
Historia SPR-ów
Linki wojskowe
Jak przeżyć armię

Skąd się biorą trepy?

Wstęp

Materiały Rezerwistów

Wstęp
- Janusz Kłosowski
- Robert Hes
- Tadeusz Pochopień
- Mirosław Rus
- Andrzej Iwankiewicz
- Ireneusz Mitko
- Dariusz Kiełbowicz
- Filip Tyszka
- Marek Kamiński
- Krzysztof Chmielewski
- Piotr Wentlandt
- Adam Trębacz
- Wojciech Wnęk
- Karol Daniec
- Ryszard Jastrzębski
- Andrzej Czeczot
- Ryszard Jastrzębski
- Piotr Grześkowiak

i nie tylko Rezerwistów

Mieczysław
Stanisław Kaczmarczyk
DOCENT
Vladislav Lojek

Fotogalerie

WSO Wrocław
więcej >>>

Napisali o nas

My koledzy z wojska

Ze strony MON-u

-

Statystyka

 

 

 

Copyright 1999-2017 by
Rezerwa
Wszelkie prawa zastrzeżone
ISO 8859-2
Aktualizowane: 02.01.2017 r.

Andrzej Czeczot


Andrzej Czeczot  -
Alarm z wyjazdem!

Rok 1987, zdarzenie to miało miejsce w centralnej Polsce, w jednostce łączności 1551, gdzie odbywałem zasadniczą służbę wojskową. Miałem niespełna 3 miechy służby za sobą, kiedy pewnego mroźnego styczniowego ranka rozległ się ryk podoficera dyżurnego kompanii. Uwaga kompania ogłaszam alarm z wyjazdem w rejon alarmowy (miejscowość Oraczew). Na początku pomimo paniki wszystko szło doskonale wydano nam broń, plecaki i bez przeszkód dotarliśmy do parku samochodowego, gdzie zaczęły się schody. Panika ogarnęła już wszystkich, a w szczególności kadrę zawodową, kiedy na miejscu pojawił się w stopniu majora "Drut" to pseudo dowódcy naszego batalionu RLK (radio-liniowo-kablowy).

Kadra chowała się gdzie mogła. Gorzej było z nami, kiedy nasze rumaki odmawiały posłuszeństwa. Wskoczyłem do mojego Stara 660 o numerze ULM8084, przekręciłem kluczyk w stacyjce, rozruch, o ironio, nie mogę zapalić silnika. Miauknął dwa razy i padł nieżywy (akumulator). Co robić, co robić????!!!!! W głowie miałem mętlik, ale zachowałem zimną krew, o co wcale nie było trudno gdyż na dworze było -10 stopni. No trudno - pomyślałem - pozostały mi jeszcze dwa rodzaje uruchomienia. Skoro tradycyjny zawiódł, drugi (na który decydowali się tylko szaleńcy) ja takim nie byłem, rozruch za pomocą krzywego pręta czyli korby. Ale i ten nie wchodził w rachubę bowiem można było stracić zawartość jamy ustnej (czyli zęby), na co nie mogłem sobie pozwolić ze względu na mój młody wiek, więc pozostała ostatnia deska ratunku, rura zwana holem sztywnym doczepiona do tylnego zderzaka samochodu kolegi z kompanii i mojego przedniego zderzaka. Udało się jadę i to całkiem za darmo. To był niezawodny sposób bez spalania benzyny, która była na wagę złota jak się później okazało, za jej braki trzeba było płacić. Podczas holowania udało mi się uruchomić silnik (widocznie sprzęt nie był taki zły, miał 27 lat, tylko 7 lat starszy ode mnie). Przemieszczałem się wraz z kolegami z batalionu w kierunku bramy wyjazdowej w tym czasie dochodziło do różnego rodzaju kolizji. Pogięte zderzaki, stłuczone klosze świateł i kierunkowskazów (ja straciłem przedni lewy) to był skutek bałaganu jaki panował na drodze. W pewnej chwili kolumna zatrzymała się, Utworzył się korek jak w Warszawie na Marszałkowskiej w godzinie szczytu, a tu okazuje się ze brama wyjazdowa z jednostki zamknięta.

Służba dyżurna biega w panice, szuka kluczy do kłódki, wypowiada zaklęcia \"Sezamie otwórz się\" nic nie pomaga, a wróg patrzy i śmieje się ile wlezie, a kto był wrogiem? Tego nie wiem do dziś, chyba pogoda. Stoimy w kolumnie w tym czasie można było wystrzelić tylko jeden pocisk w naszym kierunku w sam środek (każdy Star miał prawie 400 litrów benzyny) i zapukalibyśmy wszyscy do bramy Św. Piotra. Tylko po co Piotrowi tylu kierowców na raz? Efekt alarmu był taki, że w czasie wyjazdu trwającego ok 2 godz. przebyłem 500 m drogi i spaliłem 10 litrów benzyny - przepał niesamowity. Na szczęście kolega z kompanii na swoim starze miał agregat prądotwórczy, który pracował na ropę (ja miałem kabel do zabezpieczania łączności) podarował mi 20 litrów ropy, co skrzętnie wykorzystałem uzupełniając braki benzyny i w ten sposób uniknąłem płacenia. A mój Star jeździł na mieszance nisko oktanowej. Alarm się udał bo w nagrodę 3 tygodnie później zamiast wyjazdu był wymarsz na 25km, ale to już inny rozdział i to by było na tyle.

Tekst został zamieszczony za zgodą autora, za co serdecznie dziękujemy.
Aktualizowane: 16 marca 2008 r.

Kopiowanie tekstów i zdjęć zamieszczonych na stronach Klubu Rezerwistów Wojska Polskiego w celach komercyjnych, 
w celu publikacji w innych serwisach bądź na innych stronach internetowych 
bez zgody autorów lub władz Klubu jest ZABRONIONE.