O NAS

START
Strona główna
Co nowego
Ważne daty
Komunikaty
Statut Klubu
Rada Nadzorcza

KONTAKT

Napisz do nas
Księga gosci

LISTA KLUBOWICZÓW

Zapisz się
Lista Klubowiczów
Zgłoszenia odrzucone-01.2017
Zgłoszenia odrzucone-02.2017
Zgłoszenia odrzucone-03.2017
Zgłoszenia odrzucone-04.2017
Zgłoszenia odrzucone-05.2017
Zgłoszenia odrzucone-06.2017
Zgłoszenia odrzucone-07.2017
Zgłoszenia odrzucone-08.2017
Zgłoszenia odrzucone-09.2017
Zgłoszenia odrzucone-10.2017
Zgłoszenia odrzucone-11.2017
Zgłoszenia odrzucone-12.2017

PIOSENKI REZERWY

Piosenki rezerwy

O WOJSKU

Polecamy serial
Sondaż
Z czym do NATO
O Kawalerii raz jeszcze
Misje wojskowe
Na papierze
Kryptonim JW
Historia SPR-ów
Linki wojskowe
Jak przeżyć armię

Skąd się biorą trepy?

Wstęp

Materiały Rezerwistów

Wstęp
- Janusz Kłosowski
- Robert Hes
- Tadeusz Pochopień
- Mirosław Rus
- Andrzej Iwankiewicz
- Ireneusz Mitko
- Dariusz Kiełbowicz
- Filip Tyszka
- Marek Kamiński
- Krzysztof Chmielewski
- Piotr Wentlandt
- Adam Trębacz
- Wojciech Wnęk
- Karol Daniec
- Ryszard Jastrzębski
- Andrzej Czeczot
- Ryszard Jastrzębski

i nie tylko Rezerwistów

Mieczysław
Stanisław Kaczmarczyk
DOCENT
Vladislav Lojek

Fotogalerie

WSO Wrocław
więcej >>>

Napisali o nas

My koledzy z wojska

Ze strony MON-u

-

Statystyka

 

 

 

Copyright 1999-2017 by
Rezerwa
Wszelkie prawa zastrzeżone
ISO 8859-2
Aktualizowane: 02.01.2017 r.

Karol Daniec


Tak krótko o mojej służbie :-)

Nie wiem od czego zacząć najlepiej jak to mówią od początku. Zaraz po skończeniu szkoły średniej i z nadzieją że matura poszła ok długo nie myśląc postanowiłem wyjechać do pracy za granicę, a konkretniej do Hiszpanii. Tak też się stało. Pamiętam ten moment jak dziś siedziałem sobie w pracy słoneczko grzało malowałem wtedy balkon, heh i nagle telefon od ojca, w którym usłyszałem jakże miłą nowinę, iż WKU się o mnie upomina i muszę się stawić w danym terminie. Nic się już nie dało zrobić poza spakowaniem się i powrotem do domu. Mogłem też nie wracać, ale wtedy przyjazd choćby na Święta groził tym, że mogą akurat się na mnie natknąć lub ja na nich, a wtedy czekała mnie paka więc nie chciałem ryzykować i odstawiać szopek.

Niestety nie uśmiechała mi się służba zasadnicza i 9 miesięcy w plecy ... W dzień wyznaczony, już parę dni po tym jak wróciłem do kraju, stawiłem się na WKU, gdzie bez żadnych ceregieli i zapytań czy się uczę, czy nie, pan od razu i z mostu zapytał - czy chcę służyć w Żandarmerii Wojskowej. Odmówiłem kategorycznie, a następną nowinkę jaką miał dla mnie to skierowanie na badania psychotechniczne.

Na badaniach było kilku nieszczęśników, jak się potem okazało moich przyszłych kolegów z jednej jednostki, kompani a nawet i plutonu. Po badaniach czekała mnie krótka rozmowa z jakąś kobietą która zadała mi pytanie: "Czy chce pan być wartownikiem? Odmówiłem, po czym stwierdziła, że i tak będę. Nie wiedziałem czy się śmiać czy płakać z tego powodu. Następnego dnia pojechałem do WKU po tzw. bilet. Okazało się, że idę do jednostki wojskowej 2414-Pułk Ochrony w Warszawie. Jak zapewniał człowiek z WKU powinniśmy się czuć wybrańcami, że niby super jednostka, itd., itp.

Dni do końca wolności biegły niemiłosiernie szybko. I niestety obudziłem się pewnego dnia z ogromnym kacem i świadomością że to właśnie dziś idę do wojska. Szybkie pożegnanie z rodziną, torba pod pachę i na pociąg. Na peronie szybko nawiązałem nowe znajomości z chłopakami którzy dzielili mój los. Podróż minęła szybko i powitało nas miasto Warszawa. Z odnalezieniem drogi na jednostkę tez nie mieliśmy problemu.

I nim sie obejrzałem, stałem przed bramą na lekko chwiejących sie nogach i z piwem w kieszeni :) Po wejściu przez biuro przepustek posadzono nas na świetlicy, gdzie jeszcze była krótka rozmowa z jakimś jegomościem a potem wiadomo - sort mundurowy i obiad. To co zobaczyłem -pomyślałem, że wyjdę za 9 miesięcy gorzej niż z obozu … Na kompani przywitał nas starszy kapral, od razu widać było, że jest stworzony do tępienia żołnierzy. Sprawił nam gorące powitanie słowami "Witamy pajace, pod ścianę i w rządku stanąć". Każdemu z nas rzuciła się w oczy jego potężna budowa, widać było, że siłka to jego drugie imię, a więc i respekt od razu się czuło do niego ogromny.

Po kilku słowach, co i jak, rozdzielił nas do plutonów i czekał na przyjście następnych. Gdy wszedłem do izby żołnierskiej, połowa łóżek była już zajęta i było dość tłoczno. Znalazłem sobie miejsce w kącie i zacząłem wszystko układać w szafce. Każdy jak pamiętam milczał i miał dość wystraszoną minę a na korytarzu słychać było tylko krzyk. Ta cała zabawa z tzw. wcieleniem sprawiła że poszliśmy spać około północy, ale za to spaliśmy do 6. Rano obudził nas krzyk podoficera: "Na Kompani Pobudka, Pobudka Wstać"

Każdy jakoś zaczął powoli się zwlekać z wozu. Pierwszy dzień w wojsku minął na sprawach typu - co nam wolno, a co nie, itd. i oczywiście wieczorne pierwsze rejony i pastowanie butów. Czas szybko mijał, dzień za dniem. Kazano nam się uczyć praw i obowiązków wartownika, prawa użycia broni i dodano, że najlepsi będą nagradzani częstymi wyjazdami do domu. Nauka odbywała się tak, że robiono zbiórki i na korytarzu twarzą do ściany przyswajaliśmy wiedzę Szybko minął czas do przysięgi na nudnych zajęciach o służbie wartowniczej ... i oczywiście na ćwiczeniach.

Do przysięgi kadra trafiła nam się dość fajna, poza jednym "kapraliną" który przyszedł do nas z Batalionu Reprezentacyjnego, jak się można było domyśleć musztra była u niego podstawą. Chętnie z nami chodził na śniadania i obiady, wtedy miał pole do popisu. Wracając zaś do jedzenia muszę przyznać, że było coraz lepsze a i stołówka wyglądała też dość przyzwoicie.

Trzy dni wolnego po przysiędze szybko minęły i trzeba było się znów stawić w jednostce. W ten sam dzień jeszcze mieliśmy nocny poligon na którym, musze przyznać, było fajnie - dużo sobie postrzelaliśmy ze ślepaków. Chwile tzw. unitarki kończyły się i szykowano nam egzamin z wiedzy na temat służby wartowniczej. Ja osobiście do sprawy podszedłem z pewnym dystansem, ale co nieco się uczyłem. Po kilku dniach okazało się, że znalazłem sie w pierwszym składzie na wartę. Nie wiedziałem, czy mam się śmiać, czy płakać.

Jak sie potem okazało do śmiechu nie było powodów, do płaczu też. Ogólnie na warcie dało się przeżyć. Dowódcy też się różni trafiali - i ludzie i … Pierwszych kilkanaście wart odbyłem na warcie wewnętrznej i chyba na jednym z najgorszych posterunków z możliwych. Magazyn broni - szkoda o tym nawet pisać - prostokąt o wymiarach 40 na 20, dookoła drut. Ani gdzie spać ehhh ...

Na kompani powoli kadra się zmieniała - byli trochę lepsi dla nas. Z chłopakami też się zżyło i pierwsze nocne wycieczki na Orlen po browary też były heheh. Wiele się działo, ogólnie mówiąc, ale jednak brakowało nam stałki na którą jeszcze musieliśmy poczekać.

Zbliżały się Święta i wiedzieliśmy, że obietnice co do Świąt były tylko obietnicami - jak to w wojsku - dużo obietnic i nic więcej. W Święta akurat schodziłem z warty, a w Sylwestra miałem zmianę od 23 do 1 - przynajmniej pooglądałem sztuczne ognie.

Dni szybko mijały, cyfra szła w dół i stałki też się doczekaliśmy. Niestety do mojego plutonu trafił plutonowy. Koleś znerwicowany na maksa, żeby nie powiedzieć więcej … O 23 np robił zbiórkę na pastowanie butów.

Zakumplowałem się z Krystianem z Kutna i z Marcinem z Legionowa. Marcinowi dostała się dobra fucha dyżurnego hali sportowej. Na siłkę często się chodziło, w ping-ponga pograło, jedzenie też zawsze było. Tak wiec z Krystianem i z Marcinem weszliśmy w dobre koleżeństwo. Dawaliśmy temu plutonowemu popalić, zresztą on nam też ... ale jakoś się wytrzymywało.

Warta za wartą i tak powoli mijały kolejne miesiące. W kwietniu miałem urlop, który wydawało mi się że trwał jak dłuższa PJ.

Miejscem docelowym na którym pełniliśmy warty były WSI-Wojskowe Służby Informacyjne - budki plastikowe, ogrzewane tak, że dało się w nocy spać.

I tak powoli dobiegała końca służba w jednostce JW 2414. Powiem szczerze, że nawet przez chwilę myślałem o zostaniu na nadterminowego, ale po głębszym przemyśleniu zrezygnowałem jednak z tego zamiaru. I tak nastał ostatni dzień. Mój bilans to ponad 80 wart. Łezka się w oku zakręci - nie żeby z tęsknoty za wojskiem, ale za chłopakami - bo naprawdę konkretnych ludzi poznałem. I choć niestety dzieli nas spora odległość to mamy kontakt telefoniczny i internetowy. Czasu spędzonego w wojsku nie uważam za przegrany, bo prawdę mówiąc wojsko trochę uczy samodzielności i z chłopaka robi mężczyznę. Złego niczego nie wyniosłem, dobrego za bardzo tez nie. Ogółem było to według mnie pozytywne przeżycie.

Pozdrowienia jeśli będzie ktoś czytał z mojego poboru, czyli - 15.11.2006 - JW2414 - 1 Kompania Ochrony - 24.07.2007 - CYWIL!!!!! - Jesion :)

Tekst został zamieszczony za zgodą autora, za co serdecznie dziękujemy.
Aktualizowane: 15 grudnia 2007 r.

Kopiowanie tekstów i zdjęć zamieszczonych na stronach Klubu Rezerwistów Wojska Polskiego w celach komercyjnych, 
w celu publikacji w innych serwisach bądź na innych stronach internetowych 
bez zgody autorów lub władz Klubu jest ZABRONIONE.